Korzenie we krwi. Czystki etniczne w Ameryce. Recenzja Olgi Wróbel

„Blood at the Root” to książka dokumentalna, której autor ze względu na wątek autobiograficzny skupia się na wyjątkowej historii hrabstwa Forsyth, leżącego na głębokim Południu Stanów Zjednoczonych w stanie Georgia.

Patrick Philips zamieszkał w Forsyth z rodzicami w latach 80. i uczestniczył z nimi w marszu, który – w zamierzeniu – miał zintegrować białą i czarną społeczność miasteczka. Maszerujący zostali jednak zaatakowani przez zwolenników segregacji (w roku 1987!), a następnie pod ochroną policji musieli udać się do autokarów, ponieważ agresywny tłum stwarzał realne niebezpieczeństwo dla ich zdrowia i życia. Wydarzenia te stanowią dla autora punkt wyjścia do rozważań nad wyjątkowym statusem Forsyth, w którym – pomimo południowego dziedzictwa – nie ma praktycznie czarnych mieszkańców i „nigdy” ich nie było (w związku z czym mieszkańcy mogą z dumą mówić, że u nich nie ma problemów na tle rasowym, nękających inne południowe stany).

 

Philips dociera do przerażającego, ukrytego-nie ukrytego mitu założycielskiego czystego rasowo hrabstwa. W 1912 roku w lesie niedaleko miasteczka znaleziono ciężko pobitą i zgwałconą białą osiemnastolatkę, Mae Crow (która zmarła dwa tygodnie później, pośrednio na skutek odniesionych obrażeń). O przestępstwo bez większych ceregieli oskarżono trzech czarnych robotników z pobliskiej farmy. Dwudziestotrzyletni mężczyzna zostaje wyciągnięty z więzienia i zlinczowany przez tłum, jego zmasakrowane zwłoki wiszą przez cały dzień na latarni na głównym placu miasta. Dwóch pozostałych oskarżonych zostaje skazanych  w szybkim procesie i powieszonych na oczach kilkutysięcznego tłumu, pomimo wyraźnego zalecenia sądu, by egzekucja odbyła się dyskretnie, tylko w otoczeniu najważniejszych urzędników i rodzin skazanych. W międzyczasie trwa „czyszczenie” Forsyth – biali jeźdźcy napadają w nocy na domy czarnych mieszkańców, składając propozycję nie do odrzucenia. Po pewnym czasie w Forsyth nie ma ani jednego czarnego mieszkańca, wypędzeni nigdy nie wracają, a chętnych do osiedlenia się w legendarnie wrogim wobec Afroamerykanów hrabstwie nie ma.

 

„Blood at the Root” to znakomicie napisana i udokumentowana pozycja (bibliografia zajmuje 30% objętości), łącząca w sobie doskonałą pracę reporterską z wciągającą fabułą, jakkolwiek niesmacznie może to zabrzmieć w kontekście drastyczności zdarzeń z 1912 roku i śmierci najprawdopodobniej niewinnych ludzi. Philips znajduje ciekawy punkt wyjścia: własne doświadczenie, potem skupia się na pewnym paradoksie – jak to się stało, że wydarzenia sprzed stu lat, zapewne drobiazgowo udokumentowane i do niedawna pamiętane przez niektórych członków społeczności, stają się legendą założycielską, zniekształconą i celowo zmanipulowaną? Dlaczego przerażające wydarzenia z Forsyth nie powtórzyły się nigdzie w okolicy, dlaczego tego hrabstwa nie objęły procesy integracji, a w 1987 roku biali mieszkańcy mogli nadal z dumą obrzucać czarnych kamieniami i obelgami, wykrzykując hasła nawołujące do linczu?

 

Osią historii są wydarzenia z 1912, ale Philips cofa się w czasie o wiele dalej, do czasów kolonizacji Ameryki w odsłonie dziewiętnastowiecznej. Pokazuje, jak z hrabstwa Forsyth wyrzuceni zostali Irokezi (rok 1830 i kolejne lata), co utworzyło podwaliny „tradycji” czystek rasowych – wydarzenia z 1912 miały swój precedens, były kontynuacją działań przodków. W ten sam sposób postrzegany/sankcjonowany jest lincz, oparty na tradycji karania zbiegłych niewolników lub/i na działaniach pierwszego Ku Klux Klanu. Philips rekonstruuje działanie „starego, zużytego kłamstwa” („old thread-bare lie”), zaczynającego zazwyczaj rasowy tumult – podobnie jak w przypadku pogromów we wschodniej Europie, opartych często na pogłosce o śmierci chrześcijańskiego dziecka. Na Południu jest to oskarżenie o napaść na białą kobietę, najczęściej napaść o charakterze seksualnym. W ten sposób lincz nie jest przerażającym mordem, a podtrzymaniem tradycji, w której mężczyźni aktywnie bronią swojego honoru i czystości kobiet. Philips wskazuje tabu, jakim jest dobrowolny seks pomiędzy białą kobietą a czarnym mężczyznom. Często takie związki, po odkryciu przez osoby postronne, kończą się oskarżeniem o gwałt, które ratuje honor kobiety i jej rodziny (oraz owocują praktycznie bez wyjątku śmiercią czarnoskórego mężczyzny).

 

Czytając tę książkę w Polsce nie sposób nie myśleć o pogromach i zbrodniach sąsiedzkich. Dla autora jednym z bardziej szokujących aspektów linczu i nocy białych jeźdźców jest to, że dzieje się to w hermetycznej, blisko złączonej ze sobą (chociaż rasowo podzielonej) społeczności. Mordujący tłum to sąsiedzi. Podpalający domy i kościoły czarnych mieszkańców Forsyth to także sąsiedzi, nie trudzący się nawet maskowaniem swojej tożsamości (Philips przypomina, że Ku Klux Klan w białych kapturach i płonące krzyże pochodzi z imaginarium związanego z filmem „Narodziny Narodu” Griffitha z 1915, które zostaje wykorzystane w późniejszych inkarnacjach klanu). Jak to było słyszeć znajome głosy, wykrzykujące rasistowskie obelgi i groźby śmierci? – zastanawia się Philips.

 

Na tym nie koniec podobieństw – wypędzenie czarnych ma silne podłoże ekonomiczne. Mieszkańcy Forsyth muszą opuścić hrabstwo natychmiast, nie mają najczęściej możliwości spakowania dobytku czy spieniężenia majątku. Prześladowania nie omijają nikogo, nawet stosunkowo zamożnych rodzin właścicieli ziemskich, w pocie czoła budujących majątki po Wojnie Secesyjnej i okresie Rekonstrukcji. Pozostawiają oni za sobą domy, meble, dojrzewające na polach zboża, zwierzęta, i oczywiście ziemię. Wszystko to zostaje sprawnie przejęte i zagospodarowane przez białych sąsiadów. Philips pisze wprost, że dla większości z nich była to wyjątkowa i trafiająca się tylko raz w życiu szansa na podniesienie statusu ekonomicznego i stopy życia. Brzmi znajomo.

 

Do tego należy dołożyć także bardzo silną zmowę milczenia, spajającą społeczność na dekady po dokonanych zbrodniach. Wprawdzie w Forsyth nikt specjalnie nie wstydził się udziału w mordowaniu i wypędzaniu czarnoskórych sąsiadów, ale pozostawał jeszcze świat zewnętrzny, oburzony tym, co wydarzyło się w hrabstwie. W Forsyth trzy razy w przeciągu sześciu tygodni wprowadzono stan wojenny, ponieważ tylko obecność wojska była w stanie zapobiec kolejnym linczom i doprowadzić do szybkiego procesu i skazania winnych. O udział w linczu i prześladowaniach oskarżeni zostają… nieznani sprawcy, którzy napłynęli do okręgu zwabieni informacją o gwałcie. Dobrze znane tożsamości morderców pozostają ukryte pod maską zbiorowego milczenia, działania prawne nie następują, a lokalne gazety chwalą wręcz wstrzemięźliwość mieszkańców, którzy dopuścili się „tylko” jednego liczu

 

Zakończenie sprawy w najkrótszym możliwym terminie nie było do końca podyktowane umiłowaniem do sprawiedliwości (proces miał zresztą charakter poszlakowy, a skazanych nikt nie zamierzał przesadnie bronić) – sytuacja w hrabstwie zagrażała po prostu jego ekonomicznej stabilności (tłum linczowy raczej nie pracuje na polach, tylko kłębi się na ulicach) i wizerunkowi (włodarze Forsyth walczyli w tym okresie o dociągnięcie do ich terenów linii kolejowej z Atlanty). Poważne skutki dla gospodarki hrabstwa miało też wypędzenie czarnych mieszkańców, ale tutaj mieszkańcom przyszła w sukurs nowoczesna technika i dynamiczny rozwój przemysłu samochodowego – na pola zostały wyprowadzone traktory. Philips pisze, że dzisiaj Forsyth w Dzień Niepodległości organizuje paradę tradycyjnych maszyn rolniczych – natomiast starannie ukryta jest informacja o tym, dlaczego akurat ten okręg ma ich do pokazania tak wiele…

 

O „Blood at the Root” można by napisać jeszcze wiele stron, w tej stosunkowo krótkiej książce Philip naświetla wiele aspektów sprawy, pochyla się też z empatią nad losami poszczególnych rodzin zamieszanych w tę historię, zarówno białych, jak i czarnych, śledzi ich losy, gromadzi ustne świadectwa. Ogromną siłą książki są mocne (ale nie popadające w pornografię przemocy) opisy wydarzeń z 1912 roku i późniejszych, konsekwentne podążanie tropem zbrodni, pokazanie jej szerokich konsekwencji i nieprawdopodobnego wręcz oporu społeczności Forsyth wobec przyznania Afroamerykanom prawa do chociażby przebywania na ziemiach hrabstwa, o osiedlaniu się na nich nie wspominając.

 

„Blood at the Root” ukaże się w Polsce w przekładzie Rafała Lisowskiego pod tytułem „Korzenie we krwi” w pierwszej połowie 2020 roku.

Korzenie we krwi. Czystki etniczne w Ameryce. Recenzja Olgi Wróbel

„Blood at the Root” to książka dokumentalna, której autor ze względu na wątek autobiograficzny skupia się na wyjątkowej historii hrabstwa Forsyth, leżącego na głębokim Południu Stanów Zjednoczonych w stanie Georgia.

Patrick Philips zamieszkał w Forsyth z rodzicami w latach 80. i uczestniczył z nimi w marszu, który – w zamierzeniu – miał zintegrować białą i czarną społeczność miasteczka. Maszerujący zostali jednak zaatakowani przez zwolenników segregacji (w roku 1987!), a następnie pod ochroną policji musieli udać się do autokarów, ponieważ agresywny tłum stwarzał realne niebezpieczeństwo dla ich zdrowia i życia. Wydarzenia te stanowią dla autora punkt wyjścia do rozważań nad wyjątkowym statusem Forsyth, w którym – pomimo południowego dziedzictwa – nie ma praktycznie czarnych mieszkańców i „nigdy” ich nie było (w związku z czym mieszkańcy mogą z dumą mówić, że u nich nie ma problemów na tle rasowym, nękających inne południowe stany).

 

Philips dociera do przerażającego, ukrytego-nie ukrytego mitu założycielskiego czystego rasowo hrabstwa. W 1912 roku w lesie niedaleko miasteczka znaleziono ciężko pobitą i zgwałconą białą osiemnastolatkę, Mae Crow (która zmarła dwa tygodnie później, pośrednio na skutek odniesionych obrażeń). O przestępstwo bez większych ceregieli oskarżono trzech czarnych robotników z pobliskiej farmy. Dwudziestotrzyletni mężczyzna zostaje wyciągnięty z więzienia i zlinczowany przez tłum, jego zmasakrowane zwłoki wiszą przez cały dzień na latarni na głównym placu miasta. Dwóch pozostałych oskarżonych zostaje skazanych  w szybkim procesie i powieszonych na oczach kilkutysięcznego tłumu, pomimo wyraźnego zalecenia sądu, by egzekucja odbyła się dyskretnie, tylko w otoczeniu najważniejszych urzędników i rodzin skazanych. W międzyczasie trwa „czyszczenie” Forsyth – biali jeźdźcy napadają w nocy na domy czarnych mieszkańców, składając propozycję nie do odrzucenia. Po pewnym czasie w Forsyth nie ma ani jednego czarnego mieszkańca, wypędzeni nigdy nie wracają, a chętnych do osiedlenia się w legendarnie wrogim wobec Afroamerykanów hrabstwie nie ma.

 

„Blood at the Root” to znakomicie napisana i udokumentowana pozycja (bibliografia zajmuje 30% objętości), łącząca w sobie doskonałą pracę reporterską z wciągającą fabułą, jakkolwiek niesmacznie może to zabrzmieć w kontekście drastyczności zdarzeń z 1912 roku i śmierci najprawdopodobniej niewinnych ludzi. Philips znajduje ciekawy punkt wyjścia: własne doświadczenie, potem skupia się na pewnym paradoksie – jak to się stało, że wydarzenia sprzed stu lat, zapewne drobiazgowo udokumentowane i do niedawna pamiętane przez niektórych członków społeczności, stają się legendą założycielską, zniekształconą i celowo zmanipulowaną? Dlaczego przerażające wydarzenia z Forsyth nie powtórzyły się nigdzie w okolicy, dlaczego tego hrabstwa nie objęły procesy integracji, a w 1987 roku biali mieszkańcy mogli nadal z dumą obrzucać czarnych kamieniami i obelgami, wykrzykując hasła nawołujące do linczu?

 

Osią historii są wydarzenia z 1912, ale Philips cofa się w czasie o wiele dalej, do czasów kolonizacji Ameryki w odsłonie dziewiętnastowiecznej. Pokazuje, jak z hrabstwa Forsyth wyrzuceni zostali Irokezi (rok 1830 i kolejne lata), co utworzyło podwaliny „tradycji” czystek rasowych – wydarzenia z 1912 miały swój precedens, były kontynuacją działań przodków. W ten sam sposób postrzegany/sankcjonowany jest lincz, oparty na tradycji karania zbiegłych niewolników lub/i na działaniach pierwszego Ku Klux Klanu. Philips rekonstruuje działanie „starego, zużytego kłamstwa” („old thread-bare lie”), zaczynającego zazwyczaj rasowy tumult – podobnie jak w przypadku pogromów we wschodniej Europie, opartych często na pogłosce o śmierci chrześcijańskiego dziecka. Na Południu jest to oskarżenie o napaść na białą kobietę, najczęściej napaść o charakterze seksualnym. W ten sposób lincz nie jest przerażającym mordem, a podtrzymaniem tradycji, w której mężczyźni aktywnie bronią swojego honoru i czystości kobiet. Philips wskazuje tabu, jakim jest dobrowolny seks pomiędzy białą kobietą a czarnym mężczyznom. Często takie związki, po odkryciu przez osoby postronne, kończą się oskarżeniem o gwałt, które ratuje honor kobiety i jej rodziny (oraz owocują praktycznie bez wyjątku śmiercią czarnoskórego mężczyzny).

 

Czytając tę książkę w Polsce nie sposób nie myśleć o pogromach i zbrodniach sąsiedzkich. Dla autora jednym z bardziej szokujących aspektów linczu i nocy białych jeźdźców jest to, że dzieje się to w hermetycznej, blisko złączonej ze sobą (chociaż rasowo podzielonej) społeczności. Mordujący tłum to sąsiedzi. Podpalający domy i kościoły czarnych mieszkańców Forsyth to także sąsiedzi, nie trudzący się nawet maskowaniem swojej tożsamości (Philips przypomina, że Ku Klux Klan w białych kapturach i płonące krzyże pochodzi z imaginarium związanego z filmem „Narodziny Narodu” Griffitha z 1915, które zostaje wykorzystane w późniejszych inkarnacjach klanu). Jak to było słyszeć znajome głosy, wykrzykujące rasistowskie obelgi i groźby śmierci? – zastanawia się Philips.

 

Na tym nie koniec podobieństw – wypędzenie czarnych ma silne podłoże ekonomiczne. Mieszkańcy Forsyth muszą opuścić hrabstwo natychmiast, nie mają najczęściej możliwości spakowania dobytku czy spieniężenia majątku. Prześladowania nie omijają nikogo, nawet stosunkowo zamożnych rodzin właścicieli ziemskich, w pocie czoła budujących majątki po Wojnie Secesyjnej i okresie Rekonstrukcji. Pozostawiają oni za sobą domy, meble, dojrzewające na polach zboża, zwierzęta, i oczywiście ziemię. Wszystko to zostaje sprawnie przejęte i zagospodarowane przez białych sąsiadów. Philips pisze wprost, że dla większości z nich była to wyjątkowa i trafiająca się tylko raz w życiu szansa na podniesienie statusu ekonomicznego i stopy życia. Brzmi znajomo.

 

Do tego należy dołożyć także bardzo silną zmowę milczenia, spajającą społeczność na dekady po dokonanych zbrodniach. Wprawdzie w Forsyth nikt specjalnie nie wstydził się udziału w mordowaniu i wypędzaniu czarnoskórych sąsiadów, ale pozostawał jeszcze świat zewnętrzny, oburzony tym, co wydarzyło się w hrabstwie. W Forsyth trzy razy w przeciągu sześciu tygodni wprowadzono stan wojenny, ponieważ tylko obecność wojska była w stanie zapobiec kolejnym linczom i doprowadzić do szybkiego procesu i skazania winnych. O udział w linczu i prześladowaniach oskarżeni zostają… nieznani sprawcy, którzy napłynęli do okręgu zwabieni informacją o gwałcie. Dobrze znane tożsamości morderców pozostają ukryte pod maską zbiorowego milczenia, działania prawne nie następują, a lokalne gazety chwalą wręcz wstrzemięźliwość mieszkańców, którzy dopuścili się „tylko” jednego liczu

 

Zakończenie sprawy w najkrótszym możliwym terminie nie było do końca podyktowane umiłowaniem do sprawiedliwości (proces miał zresztą charakter poszlakowy, a skazanych nikt nie zamierzał przesadnie bronić) – sytuacja w hrabstwie zagrażała po prostu jego ekonomicznej stabilności (tłum linczowy raczej nie pracuje na polach, tylko kłębi się na ulicach) i wizerunkowi (włodarze Forsyth walczyli w tym okresie o dociągnięcie do ich terenów linii kolejowej z Atlanty). Poważne skutki dla gospodarki hrabstwa miało też wypędzenie czarnych mieszkańców, ale tutaj mieszkańcom przyszła w sukurs nowoczesna technika i dynamiczny rozwój przemysłu samochodowego – na pola zostały wyprowadzone traktory. Philips pisze, że dzisiaj Forsyth w Dzień Niepodległości organizuje paradę tradycyjnych maszyn rolniczych – natomiast starannie ukryta jest informacja o tym, dlaczego akurat ten okręg ma ich do pokazania tak wiele…

 

O „Blood at the Root” można by napisać jeszcze wiele stron, w tej stosunkowo krótkiej książce Philip naświetla wiele aspektów sprawy, pochyla się też z empatią nad losami poszczególnych rodzin zamieszanych w tę historię, zarówno białych, jak i czarnych, śledzi ich losy, gromadzi ustne świadectwa. Ogromną siłą książki są mocne (ale nie popadające w pornografię przemocy) opisy wydarzeń z 1912 roku i późniejszych, konsekwentne podążanie tropem zbrodni, pokazanie jej szerokich konsekwencji i nieprawdopodobnego wręcz oporu społeczności Forsyth wobec przyznania Afroamerykanom prawa do chociażby przebywania na ziemiach hrabstwa, o osiedlaniu się na nich nie wspominając.

 

„Blood at the Root” ukaże się w Polsce w przekładzie Rafała Lisowskiego pod tytułem „Korzenie we krwi” w pierwszej połowie 2020 roku.